KORRIDA Z FAŁSZEM - cz. 3 "Załoga"
"Katastrofa smoleńska" wprost obrosła absurdalnymi mitami. Pomijam te już wymarłe, mam
nadzieję, że ostatecznie, jak np. „kłótnię na lotnisku”, „cztery lądowania”,
„generała za sterami”, „zabije mnie, jak nie wyląduję”, itp. Ale wiele jest
wciąż powtarzanych.
*** FAŁSZ#12: „Rząd PiS zrezygnował ze szkolenia
pilotów na symulatorach”
*** FAKT: W tej sprawie pojawiło się wiele
sprzeczności, np. D-ca 36SPLT w latach 2003-2008 – płk T. Pietrzak mówił że
nastąpiło to jeszcze w latach 90-tych, zaś gen. A. Czaban – Szef Szkolenia Sił
Powietrznych, tuż po katastrofie podawał rok 2007-my. Te sprzeczne informacje
wskazują, że w różnych czasach mogły występować okresowe wstrzymania tych
szkoleń, z przyczyn zarówno technicznych (sprzęt szkoleniowy nieadekwatny do
zmodernizowanego wyposażenia kokpitu), jak ekonomicznych (oszczędności,
zwłaszcza po kryzysie w roku 2008).
Jeszcze w maju 2010-go Wiadomości TVP1 wskazały
rok 2008-y oraz Min. B. Klicha z PO, jako odpowiedzialnego za zaniechanie szkoleń
na symulatorach. Po interwencji MON odwołały tę informację, jednocześnie
przerzucając odpowiedzialność na rok 2007 i na Min. A. Szczygłę z PiS, co z
tryumfem odnotowała Gazeta Wyborcza. Aż spór ten został urzędowo i chyba już
prawomocnie rozstrzygnięty przez Protokół NIK Nr ewid.
29/2012/I/10/001/KPB (z 2012r.), p. t. Organizacja wyjazdów i
zapewnienie bezpieczeństwa osobom (…) korzystającym z lotnictwa transportowego
SZ RP w latach 2005-2010. Na str. 39/70 NIK podaje: „Należy zauważyć, iż
DSP (czyli również Gen. A. Błasik – przyp. mój) (…) podkreślało istotną
rolę, jaką w procesie szkolenia odgrywają treningi na tego rodzaju
urządzeniach. Szkoleń na symulatorze lotu samolotu Jak-40 nie realizowano od
2003 r., ze względu na awarię posiadanego urządzenia treningowego.
Natomiast szkoleń na symulatorze Tu-154 zaprzestano w 2008 r., gdyż
zmiana firmy serwisującej samoloty spowodowała, że szkolenia nie mogły być
realizowane na dotychczasowych zasadach. Wznowienie szkoleń na symulatorach
nastąpiło po katastrofie w Smoleńsku”. W przypisie NIK dodaje, że „ostateczną
decyzję o braku kontynuacji szkoleń na symulatorze podjął ówczesny Szef MON”
(a w 2008 roku był nim Min. B. Klich).
Istotne że Min. T. Siemoniak, w swym 9-cio stronicowym
ustosunkowaniu się do raportu, jakie wysłał 23 marca 2012r., tego ustalenia NIK
nie zakwestionował. A już absolutnie nie da się podważyć, że PO od jesieni
2007r. miałaby na wznowienie tych szkoleń aż dwa i pół roku, lecz uczyniła to
dopiero „po szkodzie”, kilka miesięcy po katastrofie.
Niewątpliwie nie bez wpływu na szkolenia w 36. Pułku w
latach 2009/2010 pozostały wymuszone „zawieszenia wydatków” w MON w łącznej
kwocie ponad 2 miliardy 200 milionów złotych (zob. Cz. 2 "Przygotowania").
Ciekawa jest też statystyka realizacji wszystkich
szkoleń w 36SPLT, podana na str. 39 w. w. Protokółu NIK Nr 29/2012/I/10/001/KPB
z 2012r. Przeciętne ich wykonanie wahało się na poziomie 70-80%, a jedynie w
roku 2006, jedynym za który w całości odpowiadał rząd PiS, wykonanie szkoleń
osiągnęło rekordowy poziom 99.7%.
*** FAŁSZ#13: „Kpt. A. Protasiuk był pilotem młodym
i niedoświadczonym, załoga była niezgrana”
*** FAKT: Mało tego, w przestrzeni medialnej
funkcjonuje jeszcze bardziej absurdalna teza, jakoby Prezydent „podstawił
swoich pilotów”, a ci „nawet nie znali samolotu Tu-154”. Tymczasem wyłanianie
załogi na lot w dn. 10.04.2010r. dokładnie opisuje Zał. nr 2 do raportu
Millera: Organizacja lotów i szkolenia lotniczego, na str. 21/73.
A nie było to łatwe, ze względu na spiętrzenie lotów w
dniach 7, 8, 10 i 12.04.2010r., oraz ze względu na niedobór kadry dla tego
samolotu, spowodowany odejściami pilotów z 36SPLT w roku 2008. Raport Millera
ujawnia to na str. 153/328, a wg wspomnianego raportu NIK z 2012r., str. 38/70,
obsada załóg w 2008r. spadła do 69%.
Z trzech (prawdopodobnie) dowódców Tu-154, jacy w
36SPLT mieli uprawnienia Head, kpt. Arkadiusz Protasiuk był najmłodszy. Ale w
pułku służył już 13 lat, od 1997 roku, kiedy z wyróżnieniem ukończył „Szkołę
Orląt” w Dęblinie. Został pilotem klasy mistrzowskiej i uzyskał pierwszą klasę
pilota wojskowego. Zdobył też uprawnienia do wykonywania lotów w dzień i w nocy
według procedur IFR przy warunkach IMC w charakterze dowódcy załogi na
samolotach Tu-154M i Jak-40, a także uprawnienia pilota doświadczalnego III
klasy samolotu Tu-154. Jego nalot tylko na samolocie Tu-154 wyniósł 2907
godzin, w tym 492 godz. na fotelu dowódcy (raport Millera, str. 20/328).
Smutnym przyczynkiem do oceny kpt. A. Protasiuka stała
się katastrofa rosyjskiego Tu-154 w grudniu 2016r, z Chórem Aleksandrowa na
pokładzie. Jak za rosyjskimi mediami powtórzyła TVN24: „za sterami siedział doświadczony
pilot Roman Wołkow, który w sumie wylatał ponad 3 tys. godzin”.
Zaś nasz „niedoświadczony pilot” kpt. A. Protasiuk miał tych godzin 3531.
W styczniu 2010r. jako dowódca Tu-154 wiózł na Haiti
polskich ratowników, a w drodze powrotnej dokonał wyczynu niemniejszego, niż
powszechnie doceniany kpt. T. Wrona z LOT-u. Po awarii agregatu sterującego
sprowadził samolot z powrotem do kraju, holując go przez 14 godzin lotu nad Atlantykiem na
sterowaniu ręcznym, czyli na wolancie.
Dodajmy, że lot na Haiti odbywał się w tym samym
składzie załogi pilotującej, co tragiczny lot do Smoleńska. I jak podaje
Wikipedia pod hasłem >Załoga polskiego samolotu Tu-154M nr boczny 101<,
obaj piloci odbyli 27 wspólnych lotów, a wespół jeszcze z technikiem pokładowym
chor. A. Michalakiem – mieli tych lotów 21. Trudno więc mówić o „niezgranej”
załodze.
Mimo to płk R. Latkowski, który dowodził pułkiem przez
pierwsze dwa lata (1997-99) służby kpt. A. Protasiuka, wystawił mu bardzo
niepochlebną opinię. W książce Ostatni lot, wyraźnie ukierunkowanej na
winę Prezydenta, Gen. A. Błasika i pilotów, tenże jeden z trzech autorów
napisał: „był miękki (…) W czasie ostatniego lotu nawet stewardesa nim
kierowała. Widać to doskonale w stenogramie”.
Płk R. Latkowski dysponował wtedy jedyną wersją
stenogramów, wersją MAK. Ale w żadnej z późniejszych trzech wersji także nie
widać „kierowniczej roli” stewardessy. Chyba, że R. Latkowski miał na myśli jej
pytanie, czy już kazać pasażerom zapiąć pasy, albo jej meldunek o realizacji
tego przygotowania?
Diametralnie odmienne opinie wystawili kpt. A.
Protasiukowi jego koledzy, również dowódcy Tu-154 – płk B. Stroiński i mjr G.
Pietruczuk. Przytoczmy zdanie z wywiadu, jaki w kwietniu 2015r. mjr G.
Pietruczuk udzielił tygodnikowi Do Rzeczy: „Był to znakomity pilot z dużym
doświadczeniem. Robienie z niego samobójcy na wzór Andreasa Lubitza jest
oburzające. To człowiek, który bardzo dbał o bezpieczeństwo”.
*** FAŁSZ (KONTROWERSJA)#14: „Obaj piloci i
nawigator nie mieli aktualnych uprawnień” i „nie mieli nawet prawa wejść
do samolotu”
*** FAKT: Tym zarzutom raport Millera poświęca cały
rozdział 2.2. Zaznaczmy jednak że zastrzeżenia komisji Millera odnosiły się do ogółu
pilotów 36SPLT, a nie, jak sugerują media, tylko do załogi tego tragicznego
lotu (zob. np. str. 135/328 raportu lub str. 31/73 Zał. Nr 2). Komisja Millera
bardzo formalistycznie zakwestionowała system szkoleń oraz nadawania i
utrzymania uprawnień, jaki w pułku obowiązywał od lat, może nawet od zawsze.
Lecz działo się to za wszystkich opcji politycznych, ale za ten najważniejszy, decydujący o wszystkim okres ostatnich 2.5 lat, odpowiadał rząd PO-PSL.
Ponadto część zastrzeżeń komisji, zwłaszcza jej dokumentację panujących w trakcie szkoleń lub egzaminów warunków pogodowych, kwestionuje niezależny badacz – inż. M. Dąbrowski. I absurdem jest medialny zarzut, że piloci nie mieli wymaganych dokumentów, licencji, itp. Bo niezależnie od kontrowersji – takowe wtedy mieli.
Ponadto część zastrzeżeń komisji, zwłaszcza jej dokumentację panujących w trakcie szkoleń lub egzaminów warunków pogodowych, kwestionuje niezależny badacz – inż. M. Dąbrowski. I absurdem jest medialny zarzut, że piloci nie mieli wymaganych dokumentów, licencji, itp. Bo niezależnie od kontrowersji – takowe wtedy mieli.
>Alur< – sierpień 2017r.
Komentarze
Prześlij komentarz