KORRIDA Z FAŁSZEM - cz. 4 "Lot"
"Katastrofa smoleńska" wprost obrosła absurdalnymi mitami. Pomijam te już wymarłe, mam
nadzieję, że ostatecznie, jak np. „kłótnię na lotnisku”, „cztery lądowania”,
„generała za sterami”, „zabije mnie, jak nie wyląduję”, itp. Ale wiele jest
wciąż powtarzanych.
*** FAŁSZ#15: „Pilot został zmuszony do wylotu mimo
braku aktualnej prognozy pogody”, „przy tej prognozie pilot nie miał
prawa nawet wystartować z Okęcia”
*** FAKT: Krótko przed wylotem, o 6:10, piloci
otrzymali od DML (Dyżurnego Meteorologa Lotniska) prognozę pogody dla
Smoleńska: „bezchmurnie, widzialność 4000m przy zamgleniu, wiatr (…) około 5kt (2.5m/sek.)”.
Informację o mgle poniżej progów widoczności dostali nad Białorusią, z Centrum Kontroli w Mińsku, 26 minut przed katastrofą. Ponieważ poranna mgła zwykle
szybko ustępuje – piloci kontynuowali lot. Drugi pilot wyraził zdziwienie: „Ale
10-ta (czasu lokalnego) i mgła?”.
Dziwił się też obecny na wieży płk N. Krasnokutskij: „Ale
(…), skąd mgła o godzinie 10-tej?” (wg. Zał. nr 8 do raportu Millera).
*** FAŁSZ#16: „Kontrolerzy ze Smoleńska błagali (?)
załogę Tu-154M, by lądowała w Moskwie (lub na innym lotnisku zapasowym)”
*** FAKT: Niestety, nawet tego nie proponowali. Choć
kontroler Plusnin gorączkowo zabiegał u oficera operacyjnego w Moskwie mjra
Kurtinca oraz u przebywającego poza wieżą dyspozytora okręgowego w
Smoleńsku-Północnym Murawiowa, by polski samolot zabrano do Moskwy-Wnukowa. A
mimo że mu to kilkakrotnie obiecali, to główna centrala w Moskwie (o
kryptonimie >Logika<) ostatecznie tego nie zrobiła. Za to przebywający
nielegalnie na wieży płk N. Krasnokutskij (MAK próbował ukryć tę jego obecność)
polecił roztrzęsionemu Plusninowi: „Pasza, doprowadzasz do stu metrów. Sto metrów.
Bez dyskusji, kurde…”
*** FAŁSZ#17: „Jarosław Kaczyński w rozmowie
telefonicznej polecił bratu, by lądowali >za wszelką cenę<”
*** FAKT: Według J. Kaczyńskiego ta rozmowa dotyczyła
stanu zdrowia ich Matki, którą Prezydent poprzedniego dnia odwiedził w
szpitalu. Jeśli jednak J. Kaczyński polecił w niej też lądować „za wszelką
cenę”, to we wszystkich 4-ch odsłuchach rozmów w kokpicie nie ma nawet śladu
przekazania takiego polecenia pilotom. Zatem musiano by je im przekazać na migi
lub na piśmie, z jednoczesnym zakazem jakiegokolwiek jego omawiania.
Zaś rozmowa została przeprowadzona z pokładowego
telefonu satelitarnego o godz. 6:21:40, czyli 19.5 minuty przed katastrofą i na
ok. 5 minut przed powiadomieniem Dyr. M. Kazany o warunkach w Smoleńsku (raport
Millera – str. 51/328). I nawet dr M. Lasek w dn. 30.09.2013r., w programie Gość
Radia Zet u red. M. Olejnik, stwierdził: „No, analizowaliśmy czas
trwania tej rozmowy i nawet w raporcie komisji Millera można stwierdzić, że ta
rozmowa nie miałaby nic wspólnego z procesem podejmowania decyzji, gdyż pan
prezydent jeszcze nie wiedział, jaka jest pogoda w Smoleńsku w tym czasie”
(wynik wyszukania fraz: >Lasek „ostatnia rozmowa Kaczyńskich”<).
*** FAŁSZ#18: „Krakowscy kryminolodzy IES im. Sehna
wyodrębnili w kokpicie 17 (!) różnych głosów, co oznacza, że >do
kokpitu urządzano sobie wycieczki<”
*** FAKT: To znaczący przykład, jak nieprecyzyjny
komunikat prokuratury stał się pożywką dla absurdalnego mitu. Gdyż poza głosami
najpewniej spoza kokpitu, bo ledwie słyszalnymi i niedającymi się
zidentyfikować osobowo, oznaczonymi: „wypowiedź mężczyzny”, „wypowiedź
kobiety”, to wszystkie zidentyfikowane wypowiedzi fonolodzy IES oznaczyli
sygnaturami, np. głos Dyr. M. Kazany – literą „Z”. I takimi sygnaturami
oznaczyli głosy należące do załogi Tu-154 – 5 osób, do załogi Jaka-40 – 3 osób,
do personelu lotniskowego ze Smoleńska – 4 osób, do personelu z Mińska – 3 osób,
oraz do 1 osoby z Moskwy. Plus Dyr. M. Kazana, czyli razem właśnie siedemnaście
osób. Przy tym tylko głosy z pokładu Tu-154 przypisali imiennie, a pozostałe
jedynie ponumerowali. Mimo że niektóre, zwłaszcza załogi Jaka, można było
przypisać wg imion lub treści, ale fonolodzy prawdopodobnie uznali, że to nie
jest ich zadaniem.
Oprócz tej siedemnastki fonolodzy IES ujęli jeszcze
wypowiedzi należące do załóg sześciu samolotów przelatujących w strefie radiowej Mińska,
ale widocznie nie zaliczyli ich do rozpoznanych. Prawdopodobnie nawet nie dało
się wyodrębnić ich cech osobowych.
*** FAŁSZ#19: „W locie ze śp. L. Kaczyńskim złamano
wszelkie procedury”
*** FAKT: Perfidią jest zawarta w tej i podobnych
tezach sugestia, że odstępstwa od formalnych procedur, zresztą drobne i bez
większego znaczenia, miały miejsce tylko w tym locie, a ich sprawcą był
śp. Prezydent L. Kaczyński. Perfidią tym większą, że żadna z osób imiennie
wskazanych, czyli piloci, Dyr. M. Kazana oraz Gen. A. Błasik, nie należała do
otoczenia Prezydenta, jak sugerują autorzy tej medialnej wrzutki. A Dyr. M.
Kazana był pracownikiem skonfliktowanego z Prezydentem MSZ.
Skądinąd wiadomo, że zwyczaj „otwartych drzwi” był
powszechny (może nadal jest?) w lotach z VIP-ami. Doskonale pamiętamy, jak
podczas powrotów Jana Pawła II z Polski do Rzymu pierwszymi newsami mediów były
Jego odwiedziny w kokpicie i pozytywne wrażenia pilotów z tych spotkań. Dlatego
wprost śmieszy pełna minoderii scena z filmu National Geographic Śmierć
Prezydenta, w której rosyjscy śledczy wytrzeszczają oczy ze zdumienia,
słysząc w nagraniu, jak najwłaściwszy do tego urzędnik (Dyr. Protokółu MSZ – M.
Kazana) rozmawia z pilotami o problemach z pogodą. Śmieszy nie mniej, niż inne
fantasmagorie z tego filmu, przedstawiające rosyjskich kontrolerów w schludnym
i nowoczesnym dispatchers-roomie, albo rosyjskich śledczych, traktujących wrak
pędzelkiem i ściereczką, a nie łomem i koparką.
Dwie krótkie rozmowy Dyr. M. Kazany z dowódcą załogi
były uzasadnione okolicznościami i wcale nie naruszały obowiązujących
przepisów, czyli Regulaminu RL-2006. Raport Millera wyraźnie to
przyznaje (np. na str. 222 i 304/328), a powołuje się jedynie na niepisaną
„praktyczną zasadę”. Główna rozmowa Dyr. M. Kazany z pilotami, 14 minut przed
katastrofą, ok. 30 km od lotniska i na wysokości powyżej poziomu
FL100 (czyli powyżej 3050m), nie naruszała nawet tej „praktycznej zasady”. A po
czterech minutach Dyr. M. Kazana wrócił dosłownie na kilka sekund z krótką informacją.
I tym razem było to jeszcze przed strefą (kręgiem) lotniska i na wysokości
półtora kilometra. Poza tym Dyr. M. Kazana pilotom
żadnych decyzji nie przekazywał, ani też nie sugerował własnych. Za to w wieży kontroli lotów
przebywał nielegalnie niejaki płk N. Krasnokutskij. Ten wprost komenderował
kontrolerami i odwodził ich od starań, by polski samolot odesłać na lotnisko
zastępcze. O tym intruzie i jego wpływie na kontrolerów ani raport MAK, ani film
National Geographic się nawet nie zająknęły.
Natomiast co do (nie)podawania przez pilotów swej
wysokości podczas podejścia, to najwyraźniej nie było przepisu, który by tego
wymagał (str. 17/148 polskich Uwag do raportu MAK). Rosyjski Ił-76
podawał swoją wysokość dopiero na wyraźne żądanie kontrolerów. Od polskiego
Jaka-40 kontrolerzy nie zażądali tego ani razu, a od załogi Tu-154 zdecydowanie
za późno, bo dopiero o godz. 6:40:57,5, gdy samolot był już na poziomie
lotniska.
*** FAŁSZ#20: „Prezydent nie podjął jeszcze
decyzji”
*** FAKT: Naprawdę ta informacja Dyrektora Protokółu
Dyplomatycznego MSZ brzmiała: „Na razie nie ma decyzji prezydenta, co
dalej robimy”. Na razie, bo Prezydent o potrzebie wyboru lotniska
zapasowego dowiedział się zaledwie trzy i pół minuty wcześniej, a na jej
podjęcie piloci dali mu czas do ukończenia próbnego podejścia, gdyby się
okazało, że nie ma sensu dłużej „wisieć nad lotniskiem”. Miał zaś wybrać jedno
z dwóch podanych mu lotnisk, których odpowiedzialne za to polskie państwowe służby w
ogóle nie przygotowały. A w karcie lotu figurowały wzięte z mapy, a raczej z
sufitu: Mińsk i Witebsk.
Media głównego nurtu głoszą wbrew zapisom rozmów, że
piloci chcieli decyzji Prezydenta natychmiast. Raport Millera na str. 235-236
też uznaje, że gdyby ją podjął od razu – byłaby „wsparciem decyzyjnym” w
rezygnacji z zaplanowanego wcześniej podejścia. Ale komisja Millera nie
wyjaśnia, jak Prezydent miał wybrać to lotnisko bez uprzedniego rozeznania.
Więc powinien rzucić monetą. Gdyby mu wypadł Mińsk – to nikt tam nie czekał,
ani nie przygotował dalszego transportu. A gdyby wypadł Witebsk, to tam tego
dnia lotnisko było w ogóle nieczynne! Więc samolot mógłby na nim lądować tylko
w trybie awaryjnym, bo bez żadnego wsparcia. A gdyby tam też była mgła?
Mimo to komisja Millera zdaje się nie mieć
wątpliwości, że Prezydent powinien wylosować, i to trafnie. Lecz Prezydent
postanowił nie losować, tylko zwyczajnie się rozeznać. Więc prawdopodobnie do
swego saloniku zapraszał osoby, z którymi się naradzał. I najpewniej przy tej
okazji przez otwarte drzwi kabiny mogłyby dotrzeć bardzo odległe, ledwie
słyszalne słowa, wychwycone przez IES: „siadaj, siadajcie (…) spokojnie”.
*** FAŁSZ#21: „W stenogramie IES występują słowa
nieustalonej osoby >siadaj, siadajcie (…) spokojnie<, które należy rozumieć
jako >polecenie lądowania<”
*** FAKT: To jedna z licznych „kublikacji” Gazety
Wyborczej (3.04.2014), z udziałem dra M. Laska, choć zauważmy, że w tym
wywiadzie zachował się dość wstrzemięźliwie. Gdyż taką interpretację można by
brać pod uwagę co najwyżej wtedy, gdyby te słowa padły tuż przed upadkiem. Lecz
odnotowano je ponad trzy minuty wcześniej, na wysokości 500 metrów i w
odległości ok. piętnastu kilometrów od lotniska, zanim jeszcze samolot
skręcił w jego kierunku. I w żaden sposób nie pasują do równoczesnych rozmów i
działań załogi. Za to za otwartymi drzwiami, w prezydenckim saloniku, była
wolna kanapa, paru miejscowa. I te zachęty pasują do tej kanapy.
Dodajmy jeszcze, że tych słów w ogóle nie wychwycił
inż. akustyk A. Artymowicz, w swym medialnie bardzo popularnym, a obecnie
(2017r.) najnowszym stenogramie.
*** FAŁSZ#22: „Pijany generał (i za sterami)”
*** FAKT: Po raz pierwszy śp. Gen. A. Błasika
oficjalnie zaatakował rosyjski MAK, ogłaszając na konferencji w styczniu 2011r.
aż dwie tezy; że jego ciało odnaleziono w kokpicie i że w jego organizmie
stwierdzono stężenie 0.6 promila alkoholu.
Co do „znalezienia ciała Generała w kokpicie” – to
jest znaczące, że nie zachował się sam kokpit. Więc MAK wyznaczył na wrakowisku
umowną powierzchnię 11 x 11 metrów, którą określił jako „strefę kokpitu”. Lecz
w tej „strefie” było trzynaście ciał, w tym Gen. A. Błasika, ale nie było
ciał … obu pilotów, ani technika pokładowego.
Mimo przydziału Gen. A. Błasika do „strefy kokpitu”
MAK rozczarował naszych rodzimych jego oskarżycieli, autorów niezwykle
tendencyjnej książki Ostatni lot. Jeszcze przed jej wydaniem głosili z
dużą pewnością, wg swej „analizy” ujawnionych wtedy stenogramów, że generał
zajął miejsce za sterami drugiego pilota. Tymczasem MAK ogłosił (pkt. 3.1.67),
że ciała całej załogi nosiły ślady przypięcia pasami. Ich własnymi pasami. Po
takim ciosie fałszywka o „generale za sterami” poległa już raczej na zawsze.
Odnośnie alkoholu, to mimo żądań strony polskiej MAK
nie ujawnił dokumentacji z tego badania. Więc polska Prokuratura Wojskowa
oficjalnie odniosła się do niego dopiero 20 marca 2014r., po przebadaniu przez
kryminologów z krakowskiego IES próbek pochodzących od 21 ofiar katastrofy; od
personelu pokładowego, od funkcjonariuszy BOR oraz od Gen. Andrzeja Błasika. U
żadnej z tych ofiar nie wykryto nawet śladów alkoholu. Jednocześnie prokuratura
stwierdziła, że z powodu nieotrzymania rosyjskiej dokumentacji nie może odnieść
się do jej tez. W związku z tym nie można określić, czy stwierdzony przez
Rosjan alkohol mógł mieć pochodzenie endogenne, czyli wynikające z samoistnych
reakcji pośmiertnych w organizmie (w ich wyniku może powstać stężenie nawet 1.0
promila), czy też pochodził np. ze skażenia próbek benzyną lotniczą.
Mimo tego napaści na śp. Gen. A. Błasika nie ustały.
Po roku od tej konferencji Prokuratury A. Artymowicz ogłosił swoją, a czwartą z
kolei, wersję odczytu rozmów w kokpicie. Wg niej o godz. 8:15:33 nierozpoznana
osoba proponuje komuś „piwko”.
*** FAŁSZ#23: „Naciski Gen. A. Błasika na pilotów”
*** FAKT: Choć sama obecność Gen. A. Błasika w pobliżu
kokpitu (w pobliżu, a nie wewnątrz) jest możliwa, to całkowicie bezpodstawne są
twierdzenia czy sugestie, że przejmował inicjatywę lub wywierał jakąkolwiek
presję na pilotów.
Raport Millera nie stawia tezy o czynnej presji, a
nawet na str. 236/328 wystawia mu korzystną ocenę psychologiczną: „Dowódca
Sił Powietrznych w żaden bezpośredni sposób nie ingerował w proces pilotowania.
Ze sporządzonej na potrzeby niniejszej analizy jego charakterystyki
psychologicznej wynika, że >przejmowanie inicjatywy w sytuacji, w której
kompetencje szczegółowe innych oceniał wysoko, jest mało prawdopodobne<. Nie
był więc nastawiony na jakąkolwiek aktywną interwencję, był raczej obserwatorem
wydarzeń. W tym kontekście w żaden sposób nie można mówić o bezpośrednim
nacisku Dowódcy Sił Powietrznych na dowódcę statku powietrznego, a szerzej na
załogę”.
Mimo to komisja Millera jego bierną obecność w
kokpicie podczas podejścia przyjęła za pewnik. Lecz nie porównała tej
ewentualności z wykreśloną przez siebie trajektorią lotu, która akurat w czasie
rzekomych słów Generała: „nic nie widać” wykazuje tak głębokie podrzuty
i zapaści, że nieprzypięty Gen. A. Błasik wypowiadałby je spod sufitu kokpitu,
przycinając sobie język! Czyli komisja Millera nie skonfrontowała wzajemnie
sprzecznych ustaleń dwóch swoich podzespołów. Poza tym działający na zlecenie
prokuratury krakowski IES im. J. Sehna w ogóle nie wychwycił rzekomych słów „nic
nie widać”. A dwie pozostałe wypowiedzi „250 metrów” i „100
metrów”, które komisja Millera zaliczyła Gen. Błasikowi, specjaliści z IES
przypisali drugiemu pilotowi. Tym samym żadnych dowodów na obecność Generała w
kokpicie w fazie podejścia, na jakie się powoływała komisja Millera, w tym
czasie faktycznie nie było.
Najnowszy odczyt firmowany przez A. Artymowicza, choć
również nie stwierdza wypowiedzi: „nic nie widać”, za to wraca do
przypisania Gen. A. Błasikowi dwóch wypowiedzi o wysokości i jeszcze
przypisuje mu kilka nowych. Tych przypisań nie potwierdziła działająca w ramach
tego zespołu specjalistka od fonoskopii – prof. G. Demenko, która sporządziła
opinię odrębną. Ponieważ jednak prof. G. Demenko nie kwestionuje treści samych
wypowiedzi, istnieje prawdopodobieństwo, że niektóre mogły należeć do Gen. A.
Błasika, który mógł przebywać w korytarzyku. Należy jednak podkreślić, że nie
ma wśród nich słów cokolwiek pilotom sugerujących, a tym bardziej wyrażających
inicjatywę. Mało tego, ich kontekst wyraźnie wskazuje, że nie były kierowane do
pilotów.
Znacząca jest opinia pilota mjra G. Pietruczuka, tego
samego, który w 2008 roku odmówił Prezydentowi L. Kaczyńskiemu wylotu do
Tbilisi (podkreślmy; wylotu, a nie „lądowania”). W dn. 20.04.2015 portal Onet
powtórzył za tygodnikiem Do Rzeczy: „Mjr G. Pietruczuk (…) nigdy nie miał
wątpliwości, że Gen. A. Błasik był to zarówno bardzo dobry lotnik, jak i
dowódca dbający o bezpieczeństwo oraz przestrzeganie przepisów. (…) Kiedy
wchodził do kabiny pilotów >zapominał<, że dowodzi całym lotnictwem –
stawał się członkiem załogi wykonującym polecenia kapitana”.
I jeszcze opinia na gorąco Szefa MON – B. Klicha,
który nad trumną Generała, jeszcze nie wiedząc, że niedługo potem będzie
usiłował przerzucić na niego zarzuty kierowane przeciw niemu samemu, nie tylko powiedział: „miałeś otrzymać kolejną gwiazdkę, która Ci się należała”,
ale również i z pewnością nie bez podstaw: „Bo Ty wiedziałeś już wtedy (po
wypadku CASA-y – przyp. mój), co spotkało Twoich najbliższych, kolegów, i
współpracowników, ale wtedy, kiedy zakończyliśmy pracę nad raportem przyszedłeś
i powiedziałeś do tych kilkudziesięciu, 25 jeśli dobrze pamiętam zaleceń
komisji, dodam jeszcze 42 własne zadania, aby się to już nigdy nie powtórzyło!
I na końcu zeszłego roku zameldowałeś mi, że wszystkie one zostały wykonane, tak
się stało. Dlatego też, chcę Ci obiecać drogi Andrzeju, że jeśli ktokolwiek
i kiedykolwiek podniesie rękę na Twój dorobek, jako Dowódcy Sił Powietrznych,
ja, i Twoi najbliżsi, będziemy tego dorobku bronić!”.
Niestety, nie obronił go nawet przed sobą samym.
Już po opracowaniu tej notki bulwersujący materiał o przypisywaniu przez komisję Millera śp. Gen. A. Błasika do kokpitu - w listopadzie 2017 roku opublikował tygodnik Do Rzeczy (wynik wyszukania frazy >Miller kokpit site:dorzeczy.pl<. Z ujawnionego przez portal stenogramu z posiedzenia komisji wynika, że zarówno pracujące na jej rzecz Centralne Laboratorium Kryminalistyki nie rozpoznało głosu śp. Generała, jak i sami członkowie komisji Millera mieli co do tego istotne wątpliwości. Ostatecznie ich „zdyscyplinował” polityczny przewodniczący tej komisji – Min. J. Miller. Tu cytat: „Zdaniem komisji generał Błasik był w kokpicie, tak? Nie mówimy, że mamy poważne wątpliwości czy coś. Zdaniem komisji generał Błasik był tam. I to tak należy przedstawiać. Można oczywiście mówić, że mieliśmy dostęp do różnych dowodów itd., ale nie mówimy, że, że, że, że jego tam nie było, tak? Bo to nagle wyjdzie, że wiarygodność tego wszystkiego, co wymyślimy i będziemy tam te frazy właśnie, że „komisja ustaliła”, „zdaniem komisji” będzie mocno osłabione”.
Nic dodać, nic ująć.
Już po opracowaniu tej notki bulwersujący materiał o przypisywaniu przez komisję Millera śp. Gen. A. Błasika do kokpitu - w listopadzie 2017 roku opublikował tygodnik Do Rzeczy (wynik wyszukania frazy >Miller kokpit site:dorzeczy.pl<. Z ujawnionego przez portal stenogramu z posiedzenia komisji wynika, że zarówno pracujące na jej rzecz Centralne Laboratorium Kryminalistyki nie rozpoznało głosu śp. Generała, jak i sami członkowie komisji Millera mieli co do tego istotne wątpliwości. Ostatecznie ich „zdyscyplinował” polityczny przewodniczący tej komisji – Min. J. Miller. Tu cytat: „Zdaniem komisji generał Błasik był w kokpicie, tak? Nie mówimy, że mamy poważne wątpliwości czy coś. Zdaniem komisji generał Błasik był tam. I to tak należy przedstawiać. Można oczywiście mówić, że mieliśmy dostęp do różnych dowodów itd., ale nie mówimy, że, że, że, że jego tam nie było, tak? Bo to nagle wyjdzie, że wiarygodność tego wszystkiego, co wymyślimy i będziemy tam te frazy właśnie, że „komisja ustaliła”, „zdaniem komisji” będzie mocno osłabione”.
Nic dodać, nic ująć.
>Alur< – sierpień 2017r., uzup. grudzień 2017r.
Komentarze
Prześlij komentarz